Turcja i Izrael z powrotem w grze. Syria na celowniku

SyriaWayne Madsen

Obserwatorzy polityki na Bliskim Wschodzie często mówią, że lojalność w regionie jest zmienna, jak piaski pustyni. Nic nie potwierdza tej metafory tak, jak relacje pomiędzy Turcją a Izraelem, które były kolejno ciepłe, lodowato zimne, a teraz mają postać letniego „małżeństwa z rozsądku”. Dawni przyjaciele obecnie współpracują w niełatwym sojuszu, aby obalić rządy syryjskiego prezydenta Bashara al-Assada.

Odnowienie sojuszu na linii Ankara-Jerozolima nie powinno dziwić z wielu powodów. W końcu kiedy sprawy dotyczą Syrii, skręcająca w stronę islamu Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) premiera Recepa Tayyipa Erdogana zgadza się z wahabitami z Arabii Saudyjskiej i Kataru. Wraz ze wzrostem znaczenia AKP w Turcji, kosztem Republikańskiej Partii Ludowej, która opowiada się za antymuzułmańską doktryną kalifatu założyciela współczesnej Turcji, Kamela Ataturka, doszło de facto do zawarcia sojuszu z reżimami skrajnych fundamentalistów z ruchu salafickiego i Bractwa Muzułmańskiego w Dosze i Rijadzie.

Problemy prezydenta Egiptu Mohameda Mursiego z armią egipska zaczęły się wtedy, gdy zaczął zbierać wokół siebie, w celu wsparcia interesów dżihadystów z Syrii, salafitów i radykałów z Bractwa Muzułmańskiego, w tym członków al-Kaidy. Dla dowódców wojskowych, którzy pamiętają dni świetności świeckiej i socjalistycznej Zjednoczonej Republiki Arabskiej Gamala Abdela Nassera, stworzonej w unii z Syrią, wspólne interesy M. Mursiego i syryjskich dżihadystów były przekroczeniem wszelkich możliwych granic.

R. T. Erdogan dostał ciarek od posunięć egipskiej armii przeciwko M. Mursiemu i jego, zdominowanej przez Bractwo Muzułmańskie, Partii Wolności i Sprawiedliwości (CHP), która powstała na wzór AKP. Turecki premier jest świadom, że islamski rząd w Ankarze, z Partii Refah (Partia Dobrobytu) został odsunięty od władzy przez laickie wojsko w konstytucyjnym zamachu stanu z 1997 r.

Po tym jak R. T. Erdogan rozprawił się z protestami, wywołanymi jego chęcią odbudowy koszar z ery osmańskiej w popularnym parku w Stambule, wojsko dokładnie zaczęło przyglądać się reakcjom społeczeństwa. Chociaż R. T. Erdogan dalej jest popularny w głębi Turcji, tłumy protestantów, które wyległy na ulice Stambułu, Ankary, Antalyi i innych miast, ośmieliły świecką opozycję. Nie potrzeba dużo, by tureccy generałowie pokazali proislamskiemu R. T. Erdoganowi, gdzie jest wyjście, w bardzo podobny sposób do tego, jak wojskowi w Egipcie kazali ustąpić M. Morsiemu.

Przełamanie lodów przez R. T. Erdogana w stosunkach z Izraelem, które spadły do temperatury poniżej zera, po wojskowym ataku Izraelczyków na Mavi Marmara, statek płynący z pomocą dla Strefy Gazy, w którym zginęło dziewięć osób, w tym amerykański obywatel tureckiego pochodzenia, otworzyło nowy rozdział w politycznej sadze Bliskiego Wschodu po „Arabskiej wiośnie”. Do Izraela wysłano turecką delegację, aby przedyskutować żądania odszkodowania za ofiary ataku na Mavi Marmara. Pomimo zapewnień premiera z Ankary, że rozmowy dotyczą tylko zadośćuczynienia, obserwatorzy uważają, że przedmiotem dyskusji pomiędzy Turcją a Izraelem było także wypracowanie strategii mającej na celu obalenie B. al-Assada.

Oczywiście to nie interwencja prezydenta Baracka Obamy, który zachęcił R. T. Erdogana i premiera Benjamina Netanjahu do rozpoczęcia rozmów, ale właśnie ukryty, lecz istotny, sojusz Izraela z Arabią Saudyjską i Katarczykami przekonał Ankarę do współpracy z Jerozolimą w celu obalenia B. al-Asada w Damaszku.

Izrael i Turcja blisko ze sobą współpracują, prowadząc kampanię propagandową przeciwko Syrii. Turecki minister spraw zagranicznych, Ahmet Davutoglu, potępił przywódcę CHP, Kemala Kilicdaroglu, który zasugerował, że to syryjscy rebelianci użyli broni chemicznej w czasie tzw. „operacji pod fałszywą flagą”, aby zrzucić winę na siły B. al-Assada. Izraelczycy oczywiście są mistrzami kampanii stosujących podstęp – włączając w to przeprowadzanie akcji terrorystycznych pod fałszywą flagą, aby wesprzeć swoje interesy. K. Kilicadroglu, podobnie jak al-Assad, jest alawitą, członkiem mniejszościowej sekty powiązanej z szyizmem, która uważana jest za heretycką przez sunnitów wszystkich szkół, w tym przez R. T. Erdogana; nowego emira Kataru, powiązanego z Bractwem Muzułmańskim szejka Tamima Ibn Hamada Al Saniego; czy dowództwo Wolnej Armii Syrii, zbrojonej przez USA.

B. Obama, który pośredniczył w rozmowach pomiędzy Turcją i Izraelem, nie przygląda się bezczynnie nowo utworzonemu sojuszowi pomiędzy Ankarą i Jerozolimą w sprawie Syrii. Były doradca B. Obamy do spraw bezpieczeństwa narodowego i obecny dyrektor CIA, John O. Brennan, który podczas pełnienia funkcji szefa placówki CIA w Rijadzie podobno odwiedził Mekkę i jest wielkim miłośnikiem reżimu w Arabii Saudyjskiej i jego wahabistycznego wystroju, działa za kulisami i koordynuje pomoc płynącą ze Stanów Zjednoczonych, Turcji i Izraela dla rebeliantów w Syrii. Rebelianci to głównie weterani dżihadu i wojen partyzanckich w Libii, Iraku, Afganistanie, Pakistanie, Czeczenii i Jemenie. Wielu z nich ma na swoich rękach krew amerykańskich żołnierzy, a także cywilów z Libii, czarnej Afryki, Afganistanu, Pakistanu czy Rosji.

Izrael z chęcią dogada się z tymi członkami al-Kaidy, aby zmiażdżyć znajdujący się z Libanie Hezbollah, który zebrał swoje siły wojskowe w celu obrony al-Assada i syryjskich populacji szyitów, alawitów i chrześcijan. Tylko wśród zmiennych piasków Bliskiego Wschodu żydowskie prawicowe państwo militarystyczne mogło znaleźć wspólne interesy z wahabickimi i salafickimi dżihadystami, wspieranymi przez Stany Zjednoczone, Arabię Saudyjską, Katar i Turcję, żeby zaatakować i dokonać masakry syryjskich szyitów, alawitów i chrześcijan i przesłać w taki sposób wiadomość zdominowanemu przez szyizm rządowi w Iranie. W tym samym czasie chrześcijańscy fundamentaliści, znani jako „chrześcijańscy syjoniści”, przyklaskują działaniom Izraela. Bronią agresji dokonywanych przez amerykańskie wojska, jednocześnie popierając podobną do talibskiej politykę, która dotyka amerykańskich kobiet, edukacji publicznej, rozdziału państwa od kościoła a także wolności wypowiedzi.

Anonimowy urzędnik z Izraela powiedział londyńskiemu The Sunday Times, że długofalowym celem Waszyngtonu i Jerozolimy jest stworzenie na Środkowym Wschodzie sunnickiego bloku, w którego skład wchodziłaby Turcja, Arabia Saudyjska, Katar i kontrolowanego przez sunnitów islamskiego państwa Syrii. Izrael byłby de facto jego członkiem. Szyicki rząd w Iraku byłby hamowany przez autonomię kurdyjską na północy, która także dołączyłaby do bloku, ponieważ relacje między kurdyjskim regionem autonomicznym w Iraku i Turcją są stosunkowo dobre. Działania podjęte przez administrację B. Obamy, która po raz pierwszy w historii Ameryki postanowiła stanąć po jednej ze stron w wojnie religijnej pomiędzy szyitami i sunnitami, idą w kierunku stworzenia nowej wersji Organizacji Paktu Centralnego (CENTO), znanej z okresu Zimnej wojny.

USA miały w CENTO tylko status obserwatora; głównym członkiem z Zachodu była Wielka Brytania. Można się spodziewać, że, podobnie jak Izrael, Stany Zjednoczone będą miały taki sam status w nowym sunnickim bloku na Bliskim Wschodzie, ale z większymi wpływami, niż można byłoby się spodziewać po obserwatorze. Organizacja Paktu byłaby miejscem spotkań urzędników ze świeckiego/kemalistycznego rządu Turcji, szachów z rządu irańskiego, rządu Królestwa Iraku i anglofilskich ministrów z Pakistanu; w skład bloku będą wchodzić: Bractwo Muzułmańskie, salafici, wahabici, a nawet członkowie al-Kaidy, idąc ręka w rękę z Amerykanami, Turkami i Izraelczykami, żeby cofnąć arabski Bliski Wschód z powrotem do XIII w. Można poddać w wątpliwość to, czy haszymidzkie Królestwo Jordanii przeżyje taki blok. Libia, będąca pod coraz większą kontrolą salafitów, prawdopodobnie przyłączy się do niego, by szerzyć salafizm w północnej Afryce i w strefie Sahelu. Jeszcze ważniejsza jest rola, jaką odegrają Turcy w rozprzestrzenianiu skrajnego sunnizmu na tereny Kaukazu, dorzecza Wołgi, stepów Azji Centralnej i także zachodnich Chin.

Powstający blok, otaczający świeżo poprawiony sojusz na linii Ankara-Jerozolima, zapowiada potencjalną katastrofę dla ludów Bliskiego Wschodu, Afryki, Europy i Centralnej i Wschodniej Azji.

Źródło: strategic-culture.org
Za: geopolityka.org

Advertisements