Filmowe zabójstwo Borysa Niemcowa

Izrael Szamir

Anna DurickaSobota, 28 lutego 2014

Jak tu nie zazdrościć nieboszczykowi! Zastrzelono go na kremlowskim moście, gdy z piękną młodą blondynką spacerował w prószącym śniegu. Oczywiście, była to prowokacja, lecz prowokator odniósł się z miłością do Niemcowa.

Nie mogę nie zazdrościć nieboszczykowi. Takie piękne zabójstwo, na moście koło Kremla, w lekko prószącym śniegu, obok pięknej młodej kijowianki… strzały padły z pędzącego białego samochodu – scena jak z filmu! Kto mógłby go nakręcić? James Cameron? Na pewno nie Zwiagincew – ten by wybrał śmietnik za supermarketem. Oczywiście, temat jest prosty, wzięty z instrukcji Gene Sharpa „Jak wywołać rewolucję”, ale doskonale wybrano kolory filmu, wspaniałe miejsce i idealny czas akcji – bezpośrednio przed wielką demonstracją, na początku weekendu. No i ta blondynka…

Ten, kto zaplanował zamach, szanował Niemcowa, zabił go z miłością. Tylko poduszki nie podłożył. Po kremlowskim moście jeszcze długo będą kręcić się fotoreporterzy. Był to dobry koniec dla wczorajszego polityka nie mającego specjalnych szans. Zamiast jechać do dalekiego Marino na nudną demonstrację i powtarzać wyświechtane banały – lepiej od razu wejść do historii i znaleźć się w Panteonie. Piękno miejsca i czasu gwarantują, że jeszcze wiele razy zobaczymy to zabójstwo.

Doskonali aktorzy zagrają Niemcowa. Myślę, że pasowałby akurat Bernard-Henri Lévy. On może przylecieć na pogrzeb i rozkręcić żałobny miting. Żadna kolorowa rewolucja nie odbywała się bez Bernarda-Henri Lévy’ego. To on rozkręcał kijowski Majdan, był też w libijskim Trypolisie. Moskwa na niego czeka. Nie mam wątpliwości, że przyleci – jeśli dostanie wizę.

Czy Niemcow wiedział, że jego zabójstwo przygotowują jego koledzy, przyjaciele i sponsorzy? Jest to bardzo prawdopodobne. On, człowiek kochający życie, na pewno nie szedł na śmierć, aby podłożyć świnię Putinowi, bo mogli go upewnić, że kule nie będą śmiertelne. Że najwyżej zostanie zraniony, że jego krew jedynie zaczerwieni biały śnieg pod Kremlem, i jutro on – jak zawsze piękny, w białośnieżnym opatrunku – poprowadzi swoich zwolenników na Kreml. Coś takiego tłumaczyłoby jego ostatni wywiad, w którym mówił, że jego mama „naprawdę boi się, że Putin może mnie w najbliższym czasie zabić z powodu moich wystąpień”. O sobie też mówił: „boję się, że Putin może mnie w najbliższym czasie zabić osobiście lub poprzez pośredników”.

Takie rzeczy się mówi, gdy prowokacja jest już gotowa, lecz ofiara ciągle jeszcze nie rozumie, że naprawdę będą strzelać. Było coś takiego w Izraelu – tak zabito premiera Icchaka Rabina. Ochrona przepuściła zabójcę, który krzyczał „Strzelam ślepymi” – lecz okazało się, że naboje były ostre, i prowokacja zakończyła się śmiercią.

Wątpię byśmy zobaczyli żywym tego, kto zastrzelił Niemcowa. Wspomnijmy zabójstwo Kennedy”ego – najpierw zabito tego, który zabił, następnie tego, który zabił zabójcę… Czy za zabójstwem stał bezpośrednio wywiad amerykański, czy też jego kijowscy agenci, a może od razu moskiewscy przedstawiciele Kijowa i Waszyngtonu – trudno powiedzieć. Myślę, że najprawdopodobniej Waszyngton – polityczna Moskwa nie jest szczególnie krwiożercza. W USA polityków zabijają o wiele częściej, niż w krajach Starego Świata, w tym i w Rosji. Opozycyjni politycy klasy Niemcowa giną tam zwykle w katastrofach helikopterów.

Jednak nie należy rozpaczać – raczej trzeba zazdrościć. Niemcow myślał, że na swojej drodze ku sławie podejmuje niewielkie ryzyko, i zginął nagle, pięknie, elegancko. Cieszył się życiem – latał na Szeszele, odnosił sukcesy, nie rozpił się ani się nie roztył – i umarł pięknie. Może zbyt pięknie by osiągnąć cel. Trudno się oburzać, gdy taka śmierć wzbudza zachwyt. Reżyseria – Michael McFaul? Dama z ciasteczkami? Gene Sharp? – była zbyt doskonała. Nasi tak nie umieją…

Tłumaczył: Roman Łukasiak

Advertisements