Krótka historia ekspertyz kryminalistycznych w Auschwitz – Germar Rudolf

„Auschwitz” stało się symbolem największej zbrodni w historii ludzkości. Znaczenie rzekomego morderstwa miliona lub więcej osób, w większości Żydów, w wyniku gazowania w niemieckim obozie koncentracyjnym o tej nazwie, spowodowało niekończące się dyskusje wśród filozofów, teologów, pisarzy, a także prawników i historyków, oraz zrodziło niezliczone ilości frazesów z ust dziennikarzy i polityków.

prawda-czyni-wolnym

Tematem tego artykułu, jednakże, są następujące pytania:

  1. Czy te rzekome potworne zbrodnie powinny być przedmiotem wnikliwego badania w postaci dogłębnej analizy kryminalistycznej?
  2. Jakie ekspertyzy kryminalistyczne domniemanego miejsca zbrodni w Auschwitz zostały do tej pory przeprowadzone? Jak możemy ocenić ich rezultaty?

Moralny obowiązek badań kryminalistycznych

Późną wiosną 1993 roku, Instytut Maxa Plancka w Stuttgarcie wydał wewnętrzne pismo, w którym poinformował swoich pracowników, że jeden z doktorantów został zwolniony z powodu swoich badań na temat Auschwitz. Instytut wyjaśnił, że biorąc pod uwagę horror narodowosocjalistycznych zbrodni przeciwko Żydom, szczegółowe roztrząsanie sposobu, w jaki ofiary były zabijane lub próba ustalenia dokładniej liczby zmarłych, było czymś moralnie obrzydliwym. To, że jeden z największych na świecie instytutów naukowych zakomunikował swojemu personelowi, że ustalanie precyzyjnych danych jest nie tylko nieetyczne, ale również naganne i może skutkować zwolnieniem z pracy, nie pozbawione jest własnej ironii.

Czy naprawdę ma znaczenie, ilu Żydów straciło życie w niemieckiej strefie wpływów podczas drugiej wojny światowej? Czy to tak ważne, by po tylu latach próbować skrupulatnie badać to, jak zginęli? Przecież od strony moralnej z pewnością prawdą jest, że nawet jedna ofiara to za dużo; i nikt na poważnie nie zaprzecza temu, że wielu Żydów zmarło.

Jednakże aby stwierdzić te rzeczy, nie wystarczy podnieść uzasadniony głos sprzeciwu – moralny lub inny– wobec naukowego zbadania zbrodni, która jest uważana za wyjątkową i bez precedensu w całej historii ludzkości. Nawet zbrodnia, która rzekomo jest wyjątkowo nikczemna, musi być otwarta na procedury, które są standardowe w przypadku jakichkolwiek innych zbrodni: a mianowicie, że może – a wręcz musi – być ona poddana szczegółowym badaniom materiałowym. Ponadto: każdy, kto zakłada, że dana zbrodnia, rzekoma lub nie, jest wyjątkowa, musi być przygotowany na wyjątkowo wnikliwe dochodzenie w sprawie tej domniemanej zbrodni, zanim jej wyjątkowość zostanie zaakceptowana jako fakt.

Z drugiej strony, jeśli ktoś starał się chronić tak rzekomo bezprecedensową zbrodnię przed dochodzeniem poprzez stworzenie tabu w postaci moralnego oburzenia, to twórcy tego tabu, przynajmniej moralnie, sami popełniają swoiste przestępstwo: przypisują bezprecedensową winę, będącą poza jakąkolwiek krytyką czy obroną, całemu narodowi – Niemcom. Aby zademonstrować, jakiego rodzaju podwójne standardy są stosowane wobec „Holocaustu” (który zwykle jest definiowany jako zaplanowana zagłada milionów Żydów przez III Rzeszę), wystarczy zwrócić uwagę na międzynarodową reakcję na kilka najnowszych przykładów „zbrodni przeciwko ludzkości”. Po upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku, odkryto i zbadano liczne masowe groby, w których znajdowały się setki tysięcy ofiar Sowietów. Określono nie tylko liczbę ofiar, ale w wielu przypadkach również dokładną przyczynę śmierci. Na tych samych obszarach, gdzie znaleziono te masowe groby, Einsatzgruppen rzekomo rozstrzelało milion lub więcej Żydów: jednak na przestrzeni ponad 50 lat, podczas których te obszary znajdowały się pod kontrolą ZSRR i krajów postradzieckich, żaden z takich grobów nie został kiedykolwiek odnaleziony, nie mówiąc już o jego rozkopaniu i zbadaniu.

Podczas konfliktu w Kosowie w 1999 roku, plotki o masowych morderstwach dokonanych przez Serbów rozeszły się po całym świecie. Po zakończeniu walk, międzynarodowa komisja sądowa przybyła do Kosowa przeszukując, wykopując i badając kryminalistycznie masowe groby. Groby te okazały się nie tylko mniej liczne, niż utrzymywali przeciwnicy Serbów – Albańczycy, ale także zawierały jedynie niewielki ułamek liczby ofiar, którą podawano wcześniej.

Czy alianci próbowali, w czasie wojny i bezpośrednio po niej, odnaleźć i zbadać masowe groby ludzi, którzy, jak się twierdzi, byli ofiarami Niemców? O ile wiadomo, tylko raz: w Katyniu. Ale ustalenia radzieckiej komisji sądowej, która za masowe morderstwo pogrzebanych tam kilku tysięcy polskich oficerów obwiniła Niemców, są dzisiaj powszechnie uważane za fałszerstwo. Z drugiej strony, raport międzynarodowej komisji sądowej zaproszonej przez Niemców w 1943 roku, w którym stwierdzono, że masowego mordu w Katyniu dopuścili się Sowieci, jest obecnie uznawany za wiarygodny nawet przez rząd rosyjski.

Definicja kryminalistyki

Kryminalistyka jest ogólnie postrzegana jako nauka wspierająca kryminologię. Jej celem jest gromadzenie i identyfikowanie fizycznych pozostałości po zbrodni, z których następnie wyciąga się wnioski odnośnie ofiar, sprawców, narzędzia zbrodni, czasu i miejsca zbrodni oraz sposobu popełnienia przestępstwa. Nauka ta jest stosunkowo nowa i po raz pierwszy została użyta w sądzie dopiero w 1902 roku, kiedy to w angielskim sądzie po raz pierwszy zezwolono na wykorzystanie odcisków palców jako dowodów. Komputerowa edycja Encyklopedii Britannica z 1998 roku tak pisze na temat kryminalistyki:

Szeroki zakres naukowych technik jest dostępny organom ścigania mającym na celu identyfikację podejrzanych lub ustalenie ponad wszelką wątpliwość związku pomiędzy podejrzanym a zbrodnią, o której mowa. Przykłady obejmują analizy śladów krwi i innych płynów ustrojowych (np. nasienia czy śliny), które mogą wskazywać na pewne cechy sprawcy. Włókna mogą być analizowane za pomocą mikroskopu lub analizy chemicznej, aby dowieść, na przykład, że włókna znalezione na ciele ofiary lub na miejscu zbrodni są podobne do włókien z odzieży podejrzanego. Próbki włosów, a zwłaszcza komórki skóry przytwierdzone do cebulek włosów, mogą być chemicznie i genetycznie porównane z próbkami włosów pochodzącymi od podejrzanego. Wiele substancji nieorganicznych, takich jak szkło, papier i farby, może dostarczyć istotnych informacji na podstawie analizy mikroskopowej lub chemicznej. Badanie problematycznego dokumentu może ujawnić, że został on sfałszowany, czego może dowodzić fakt, że papier, na którym został on napisany, został wyprodukowany przy użyciu techniki niedostępnej w okresie, z którego rzekomo pochodzi. Współczynnik załamania światła nawet małej cząstki szkła może być zmierzony w celu wykazania, że dany element lub fragment szkła był częścią określonej partii materiału wyprodukowanej w określonym czasie i miejscu.

W związku z tym, badania kryminalistyczne są dokładnie tym, co rewizjoniści, począwszy od Roberta Faurissona, nazywali poszukiwaniem dowodów rzeczowych. Rewizjonistyczne zapotrzebowanie na taki materiał dowodowy jest całkowicie zgodne ze standardową praktyką współczesnych organów ścigania. I jak się powszechnie przyjmuje, dowody kryminalistyczne są bardziej wiarygodne, niż zeznania naocznego świadka, czy dowody w postaci dokumentów.

Auschwitz i kryminalistyka

Proces załogi Auschwitz w Krakowie 1946-1947

W 1945 roku krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych przygotował raport w sprawie śledztwa kryminalistycznego w Auschwitz, który następnie został przedstawiony jako dowód na procesie załogi Auschwitz w Krakowie.[1] Raport ten powinien być jednak traktowany z ostrożnością, ponieważ ekspertyzy kryminalistyczne i procedury sądowe pod zwierzchnictwem komunistów były dalekie od rzetelności, a Polska w 1945 roku była sowieckim państwem satelickim. Wystarczy tylko podać przykład Katynia, którego sowiecka interpretacja [wg komunistycznej propagandy zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy – przyp. tłumacza] została w pełni zatwierdzona przez komunistyczny reżim w Polsce. [2]

Krakowscy badacze pobrali próbki włosów, prawdopodobnie pochodzących od ogolonych więźniów, oraz klamry do włosów z toreb znalezionych przez Sowietów w Auschwitz. Zbadali je na pozostałości cyjanku; zarówno włosy jak i klamry dały wynik pozytywny. Dodatkowo zbadano na obecność cyjanku ocynkowane metalowe pokrycie i również otrzymano wynik pozytywny. Krakowski Instytut twierdzi, że to metalowe pokrycie osłaniało wcześniej przewód spalinowy rzekomej ludobójczej „komory gazowej” w Birkenau.

Badania przeprowadzone przez instytut były analizami jakościowymi, a nie ilościowymi. Innymi słowy, można było tylko ustalić, czy cyjanek był obecny, czy nie, a nie, jak duże to były ilości.

Jeżeli zaś chodzi o wykazanie, czy ludobójcze gazowania za pomocą kwasu cyjanowodorowego miały miejsce w Auschwitz, to te analizy są bezwartościowe z trzech powodów:

  1. Nie da się w żaden sposób określić pochodzenia i historii włosów oraz klamr uzyskanych z toreb w Auschwitz. Zakładając, że rezultaty analityczne są prawidłowe, z chemicznego punktu można odnotować następujący fakt: pozytywny wynik testu na obecność cyjanku w ludzkich włosach dowodzi jedynie tego, że te włosy były wystawione na działanie HCN (cyjanowodoru). Jednakże te rezultaty nie stanowią podstawy do twierdzenia, że ludzie, od których pochodzą te włosy, zostali zabici za pomocą cyjanku. Jest o wiele bardziej prawdopodobne, że włosy były już obcięte, kiedy zostały wystawione na działanie gazu: w niemieckich, jak również w alianckich obozach, obcinanie włosów więźniom ze względów higienicznych było standardową procedurą. Włosy o określonej długości były poddawane recyklingowi, [3] ale zanim to nastąpiło, musiały zostać wcześniej odwszawione (często za pomocą Cyklonu B, którego aktywnym składnikiem jest cyjanowodór). Dlatego też pozytywny wynik na obecność cyjanku w żaden sposób nie dowodzi gazowania ludzi.
  2. Analogiczny problem jest w przypadku ocynkowanych pokryć, które rzekomo służyły do osłony przewodów wentylacyjnych rzekomej „komory gazowej”: ich dokładne pochodzenie i historia pozostają nieznane. Byłoby znacznie lepiej, gdyby krakowski Instytut zdecydował się zbadać próbki pobrane ze ścian rzekomych „komór gazowych”, zamiast pobierać próbki z kawałków metalu:

(a) Podczas gdy pochodzenie i historia tych metalowych pokryć była nieznana, pochodzenie i (przynajmniej częściowo) historia ścian kostnic rzekomo będących „komorami gazowymi” była znana.

(b) W przeciwieństwie do cementu i betonu, ocynkowane metalowe pokrycia zapobiegają formowaniu się stabilnych związków żelazocyjanków. [4] Proces formowania się związków cyjanku cynku jest stosunkowo niestabilny i należy się spodziewać, że zanikną one po krótkim czasie. [5]

(c) Tendencja porowatego materiału ściennego w wilgotnych, podziemnych pomieszczeniach do gromadzenia i wiązania cyjanowodoru, zarówno fizycznie jak i chemicznie, jest setki razy wyższa, niż w przypadku kawałku metalu.

(d) W rzeczywistości list towarzyszący próbkom przesłanym do krakowskiego Instytutu faktycznie wspomina, że próbka zaprawy murarskiej, rzekomo pobrana z tak zwanych „komór gazowych”, została również dołączona i powinna zostać zbadana na obecność cyjanku. Jednakże, z nieznanych powodów, krakowski Instytut nie wspomina o tej próbce w swoim raporcie, być może dlatego, że wynik testu nie był pozytywny.

  1. Nie ma żadnych dowodów, że obie te analizy zostały z powodzeniem powtórzone.
Proces załogi Auschwitz we Frankfurcie nad Menem 1963-1965

Kilka ekspertyz zostało sporządzonych podczas procesu załogi Auschwitz we Frankfurcie, z których najbardziej znana jest ekspertyza monachijskiego Institut für Zeitgeschichte (Instytut Historii Współczesnej). [6] Jednakże żaden z tych raportów nie był ekspertyzą kryminalistyczną. Odnosiły się one do kwestii prawnych, historycznych lub psychologicznych. W trakcie całego tego gigantycznego procesu, ani sąd, ani oskarżenie, [7] ani obrona [8] nawet nie zasugerowały, że ślady materialne domniemanej zbrodni powinny zostać zabezpieczone i zbadane.

Prokuratura dysponowała licznymi świadectwami naocznych świadków oraz zeznaniami sprawców i uznała, że ten materiał w zupełności wystarcza do wykazania ponad wszelką wątpliwość istnienia programu eksterminacji Żydów w Auschwitz i innych miejscach w czasie trwania Trzeciej Rzeszy. [9] Ogromna ilość takich dowodów od tamtej pory była wykorzystywana do argumentowania, że brak dokumentalnych i fizycznych dowodów jest w tym przypadku nieistotny. [10] To, że podczas procesu załogi Auschwitz we Frankfurcie nie przedstawiono żadnych dowodów rzeczowych, zostało bez ogródek przyznane przez sąd w swoim orzeczeniu:

Sąd nie dysponował prawie żadnymi możliwościami przedstawienia dowodów, dostępnymi w trakcie zwykłego procesu o morderstwo w celu stworzenia prawdziwego obrazu zdarzeń w czasie popełnienia morderstwa. Brakowało ciał ofiar, raportów z autopsji, ekspertyz na temat przyczyny i czasu śmierci; brakowało jakichkolwiek śladów działalności morderców, brakowało narzędzia zbrodni, etc. Analiza zeznań świadków była możliwa jedynie w rzadkich przypadkach. Tam, gdzie zachodziły wątpliwości lub gdzie nie można było wykluczyć możliwości pomyłki, sąd nie poddawał ocenie zeznań świadków. […]

Proces załogi Auschwitz w Wiedniu w 1972

Między 18 stycznia i 10 marca 1972 roku, dwóch architektów odpowiedzialnych za zaprojektowanie i budowę krematoriów w Auschwitz-Birkenau, Walter Dejaco i Fritz Ertl, było sądzonych w Wiedniu. [11] W trakcie procesu przedstawiono przed sądem ekspertyzę dotyczącą możliwej interpretacji planów architektonicznych rzekomych komór gazowych w Auschwitz oraz krematoriów w Birkenau. Raport stwierdza, że dane pomieszczenia nie mogły być komorami gazowymi, ani też nie mogły być przekształcone na komory gazowe. [12] W wyniku tej pierwszej poprawnej metodologicznie ekspertyzy oskarżeni zostali uniewinnieni.

W poszukiwaniu masowych grobów

W 1966 Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau zleciło polskiej firmie Hydrokop wwiercić się ziemię na terenie obozu i przeprowadzić analizę próbek. Nie wiadomo, czy te badania były przeprowadzone w kontekście procesu załogi Auschwitz we Frankfurcie. Jednakże rezultaty tych badań zniknęły w muzealnych archiwach: nigdy nie zostały opublikowane, co samo w sobie wiele mówi. Niemniej jednak wiele lat później kilka stron z tego raportu zostało skserowanych, a następnie przesłanych niemieckiemu rewizjoniście, Udo Walendemu, który opublikował je wraz z komentarzem w jednym z numerów swojego periodyku. [13] Ślady kości i włosów, które rzekomo znaleziono w kilku miejscach, mogą wskazywać na obecność masowych grobów. Jednakże te kilka opublikowanych przez Walendego stron nie ujawnia, czy te odkrycia doprowadziły do wykopalisk lub dalszych badań kryminalistycznych tych śladów. Nie jest nawet jasne, czy zebrane próbki kości i włosów były pochodzenia ludzkiego czy zwierzęcego.

Faurisson pociąga za spust

Dopiero profesor literatury francuskiej jako pierwszy poinformował świat, że kwestia ustalenia, czy masowe mordy miały miejsce w Auschwitz, zależy od dowodów kryminalistycznych. Robert Faurisson, francuski profesor z Université de Lyon II, specjalista w dziedzinie analizy dokumentów, tekstów i zeznań świadków, zaczął wątpić w oficjalną wersję historyczną Holocaustu po wielu krytycznych analizach zeznań naocznych świadków i intensywnym badaniu dokumentów, które rzekomo stanowiły dowód na eksterminację. Faurisson najpierw postawił tezę, że „za rządów Adolfa Hitlera nie było nawet jednej komory gazowej” w 1978 roku, [14] a następnie uargumentował ją wieloma fizycznymi, chemicznymi, topograficznymi, architektonicznymi, dokumentalnymi i historycznymi dowodami. Istnienie ludobójczych komór gazowych określił jako „całkowicie niemożliwe.” [15] Pod koniec 1978 roku, Le Monde, czołowa francuska gazeta, pozwoliła profesorowi Faurissonowi zaprezentować swoje tezy w artykule. [16]

Jednakże musiało minąć prawie dziesięć lat, zanim pierwszy ekspert zdecydował się przyjąć wyzwanie Faurissona i przygotować raport kryminalistyczny na temat rzekomych „komór gazowych” w Auschwitz: był to Fred Leuchter i jego słynny już raport z 1988 roku. [17] Tło i historia Raportu Lechtera są dobrze znane czytelnikom Journal of Historical Review i nie ma potrzeby ich tutaj powtarzać. [18] Dość powiedzieć, że Raport Leuchtera był pionierską pracą, która zainicjowała całą serię publikacji, których zakres był coraz bardziej rozszerzany w kierunku różnych dziedzin kryminalistyki [19] i wkrótce objął wiele interdyscyplinarnych badań poświęconych fizycznym i dokumentalnym dowodom. [20]

Reakcja Instytutu Jana Sehna

Reakcja krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, który przeprowadził wątpliwej jakości dochodzenie w 1945 roku – noszącego nazwę po komunistycznym sędzi, który przewodniczył procesom załogi Auschwitz oraz procesowi Rudolfa Hössa – na Raport Leuchtera, spowodowała sporo zamieszania w kręgach rewizjonistycznych. Do dziś wielu uważa, że w 1990 roku czterech badaczy potwierdziło Raport Leuchtera [21], ale to przekonanie jest błędne. Wyjaśnienie tego nieporozumienia wymaga szczegółowego odniesienia się do ustaleń krakowskiego Instytutu.

Krótkie wprowadzenie chemiczne

Ujawnienie błędów krakowskich badaczy wymaga przybliżenia pewnych elementarnych podstaw chemii – rzeczy tak podstawowych, że pominięte zostaną tutaj równania. Przede wszystkim, aż do roku 1979 Cyklon B był niemieckim znakiem towarowym dla pestycydu na bazie cyjanowodoru (HCN). Każdy student chemii wie, że cyjanowodór tworzy sole, które często są określane po prostu jako cyjanki. Podobnie jak sam cyjanowodór, sole te zwykle są bardzo trujące. Jednakże istnieje jedna grupa cyjanków, która w ogóle nie jest trująca. Najbardziej znanym przykładem tej grupy cyjanków są żelazocyjanki [cyjanożelaziany (II)], a zwłaszcza tak zwany błękit pruski – pigment, który został odkryty w Prusach kilka wieków temu. Błękit pruski jest dobrze znany każdemu studentowi chemii, bo jedną z ważniejszych rzeczy, jakiej musi nauczyć się chemik, to umiejętność usuwania trujących soli cyjanku bez narażania życia (w tym własnego). Należy po prostu zrobić z nich błękit pruski poprzez dodanie odpowiednich związków żelaza. Następnie można go spokojnie wylać do zlewu, gdyż błękit pruski jest niezwykle stabilny i nie wydziela cyjanku do otoczenia.

Kontrowersje narosłe wokół Raportu Leuchtera są znacznie łatwiejsze do zrozumienia, kiedy ktoś pamięta, że kiedy cyjanowodór i odpowiednie związki żelaza połączą się, to tworzą błękit pruski. To jest dokładnie to zjawisko, które możemy zaobserwować, kiedy wejdziemy do pomieszczeń służących do dezynfekcji Cyklonem B, które w okresie istnienia Trzeciej Rzeszy funkcjonowały w całej Europie. Niektóre z nich, na przykład te znajdujące się w obozach koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau, Majdanek czy Stutthoff, pozostają nienaruszone aż do dziś. Wszystkie te pomieszczenia mają jedną cechę wspólną: ich ściany są przesiąknięte pruskim błękitem. Nie tylko wewnętrzne powierzchnie, lecz także zaprawa znajdująca się miedzy cegłami, a nawet zewnętrzne ściany tych komór dezynfekcyjnych obfitują w żelazocyjanki, wykazując nieregularne niebieskie zabarwienie. Jednakże żadnej z tych rzeczy nie można zaobserwować w rzekomych ludobójczych „komorach gazowych” w Auschwitz-Birkenau. [22]

Związki żelaza potrzebne do wytworzenia pruskiego błękitu są integralną częścią wszystkich materiałów budowlanych: cegły, piasek i cement zawsze zawierają pewne ilości rdzy (tlenku żelaza, zwykle między 1 a 4 procent). Właśnie to nadaje cegłom ich czerwony lub ochry kolor i to samo sprawia, że większość piasków posiada kolor ochry.

Przyjrzyjmy się teraz, w jaki sposób badacze z Instytutu Jana Sehna podeszli do kwestii analizy i interpretacji próbek z Auschwitz.

Brak zrozumienia

Zespół badaczy krakowskiego Instytutu, w którego skład wchodzili Jan Markiewicz, Wojciech Gubała i Jerzy Łabędź, stwierdził, że nie rozumie, w jaki sposób błękit pruski mógł się wytworzyć na ścianach wystawionych na działanie gazu cyjanowodorowego: „Trudno sobie wyobrazić reakcje chemiczne i procesy fizykochemiczne, które mogłyby prowadzić do wytworzenia się błękitu pruskiego w tym miejscu.” [23]

Brak zrozumienia jakiegoś procesu to nie powód do wstydu. Tak naprawdę jest to początek każdej nauki: zrozumienie tego, czego wcześniej się nie rozumiało. W dawnych wiekach ludzie przejawiali tendencję do znajdowania mistycznych lub religijnych odpowiedzi na trudne pytania; współcześni naukowcy podchodzą do problemów, których nie rozumieją, i które czasem nawet przechodzą ich wyobrażenia, jak do próby sił – badają problem, aby go zrozumieć. To dążenie do wiedzy jest główną siłą napędową współczesnej ludzkości. Powinniśmy chyba zatem oczekiwać, że krakowscy naukowcy spróbują następnie dowiedzieć się, czy błękit pruski może wytworzyć się na ścianach wystawionych na działanie cyjanowodoru, a jeśli tak, to w jaki sposób?

Więcej braku zrozumienia

W 1991 roku dr Markiewicz napisał, za pośrednictwem wzajemnej korespondencji, że nie był w stanie zrozumieć, w jaki sposób błękit pruski mógł się wytworzyć na ścianach wystawionych na działanie cyjanowodoru. Uważał, że jest to mało prawdopodobne i zasugerował, że jego obecność może wynikać z innego źródła, na przykład z farb malarskich zawierających błękit pruski, które nadały wewnętrznym ścianom komór dezynfekcyjnych dziwaczne, nieregularne niebieskie zabarwienie. (Aż chciałoby się zapytać: po co? [24]) Zaproponowałem, żeby dr Markiewicz spojrzał na zewnętrzne ściany, które były wystawione na działanie warunków atmosferycznych, i które również mają częściowo niebieskie zabarwienie. Ich kolor nie może być wyjaśniony przez farby, ale wyłącznie przez związki cyjanku, które na przestrzeni lat rozprzestrzeniły się na zewnętrzne ściany i wytworzyły pruski błękit. Markiewicz odpowiedział, że te niebieskie plamy są trudne do wytłumaczenia, i że najpierw należy ustalić, czy to rzeczywiście jest pruski błękit. [25] Pojawiły się zatem kolejne pytania, które wymagały odpowiedzi, zanim można było przejść do przeprowadzania analizy.

Lekceważenie kluczowych pytań

Koniec końców w 1994 roku polscy naukowcy opublikowali artykuł na temat swoich ustaleń. [23] Co zaskakujące, uważna lektura ich artykułu ujawnia, że polscy badacze nie zrobili nic, aby ustalić, czy błękit pruski może wytworzyć się na ścianach wystawionych na działanie cyjanowodoru. Nic nie wskazuje, by przeprowadzili oni chociaż podstawowe badania, w jaki sposób związki cyjanków reagują w warunkach zbliżonych do tych, które są obecne na cegłach. Nie zrobili nic, aby ustalić, czy niebieskie plamy na zewnętrznych ścianach komór dezynfekcyjnych są spowodowane pruskim błękitem. Jeśli zastanawiacie się nad powodem takiego postępowania, to polecam się uzbroić w cierpliwość: dalej jest jeszcze gorzej.

Ignorowanie opinii peer review

Gdyby polskim badaczom udało się znaleźć naukowe źródło, które wykazałoby jednoznacznie, że błękit pruski nie może wytworzyć się na ścianach wystawionych na działanie cyjanowodoru, to tym lepiej dla nich, gdyż oznaczałoby to, że dotychczasowe ustalenia w tej kwestii są zdezaktualizowane. Z drugiej strony jednak, gdyby udało im się znaleźć fachową literaturę, w której dowiedziono by w naukowy sposób, że błękit pruski może wytworzyć się na ścianach wystawionych na działanie cyjanowodoru, to zgodnie z metodologią naukową, polscy naukowcy mieliby dwie opcje: albo wycofać się ze swojego twierdzenia, jakoby to błękit pruski nie mógł się w ten sposób wytworzyć, albo obalić przeciwne stanowisko poprzez wykazanie, że błękit pruski rzeczywiście nie może się tam uformować. Na tym właśnie polega proces badawczy: na weryfikowaniu lub obalaniu postulowanych tez za pośrednictwem metody peer review. Ignorowanie opinii peer review jest przykładem wysoce nienaukowego postępowania.

W rzeczywistości, krakowscy naukowcy zacytowali w swoim artykule jedną pracę, która obszernie porusza kwestię wytwarzania się błękitu pruskiego. [26] Jednakże gdy ktoś zapozna się z tą pracą, to szybko się przekona, że dowodzi ona czegoś zupełnie odwrotnego do tego, co twierdzi Markiewicz. Praca ta szczegółowo uzasadnia, kiedy i w jakich warunkach ściany wystawione na działanie cyjanowodoru mogą spowodować wytworzenie błękitu pruskiego, oraz że jest to nie tylko możliwe, ale również bardzo prawdopodobne, że takowy proces miał miejsce w komorach dezynfekcyjnych w Auschwitz.

Czy krakowscy naukowcy wspomnieli o tym, że książka ta dowodzi przeciwnego stanowiska? Ani trochę. W rzeczywistości cytują oni tę pracę nie po to, by odnieść się do jej chemicznych argumentów, lecz podają ją wyłącznie jako przykład badań naukowych, które pracownicy naukowi z Instytutu Jana Sehna starają się obalić za pomocą swojego raportu. Wszystkie argumenty przedstawione w tej pracy zostały zwyczajnie zignorowane, a sama książka została napiętnowana jako przykład „niepożądanej nauki”. A warto w tym miejscu przypomnieć, że Dr Markiewicz jest profesorem, co oznacza, że jego obowiązkiem jest stosowanie się do zasad obowiązujących w nauce i metodologii naukowej!

Wykluczanie tego, co niepożądane

Autorzy krakowskiej ekspertyzy zignorowali wszystkie argumenty, które udowadniały im, że są w błędzie, chociaż z pewnością byli ich świadomi, jako że zacytowali je w swoim artykule. Nie podjęli żadnej próby zweryfikowania lub obalenia swoich własnych twierdzeń. Nie zrobili kompletnie nic, aby zrozumieć to, czego twierdzili, że nie zrozumieli.

Czy był jakiś powód dla ich dziwnego zachowania?

Odpowiedź jest bardzo prosta: polscy badacze chcieli wykluczyć błękit pruski i podobne związku żelazocyjanków ze swojej analizy. Wykluczenie z analizy tych związków może być uzasadnione wyłącznie w oparciu o przesłankę, że błękit pruski obecny na ścianach komór dezynfekcyjnych musi pochodzić z innego źródła, np. z farby. Jak bowiem krakowscy badacze napisali w swoim artykule z 1994 roku:

Postanowiliśmy zatem określić jony cyjankowe za pomocą metody, która nie wywołuje rozpadu utworzonych związków żelazocyjanków (to właśnie ten dyskusyjny błękit) […]

Co to oznacza?

W rzeczywistości wykluczenie z analizy błękitu pruskiego musiało spowodować znacznie niższy poziom śladów cyjanku w komorach dezynfekcyjnych, jako że związki nie będące żelazocyjankami nie są zbyt stabilne i w związku z tym po pięćdziesięciu latach będą ledwo wykrywalne. To samo tyczy się każdego innego pomieszczenia, które kiedykolwiek było wystawione na działanie cyjanowodoru. Właściwie należy się spodziewać wartości zbliżonych do granicy wykrywalności. Są one na ogół tak niepewne, że poprawna interpretacja rezultatów jest prawie niemożliwa. Można więc się spodziewać, że analiza próbek badanych za pomocą takiej metody dostarczy podobnych rezultatów dla prawie każdej próbki materiału, która liczy sobie wiele lat. Taka analiza sprawia, że jest praktycznie niemożliwe, by odróżnić pomieszczenie, które często było wystawione na działanie cyjanowodoru, od tego, które nie było: obydwa pomieszczenia będą miały pozostałości cyjanku bliskie zeru.

auschwitz-analizy-cyjanku

Wydaje mi się, że to jest dokładnie to, co naukowcy z Instytutu Jana Sehna pragnęli osiągnąć: podobny poziom pozostałości cyjanku zarówno w komorach dezynfekcyjnych, jak i rzekomych ludobójczych „komorach gazowych”. To pozwoliło im stwierdzić: „Podobne ilości cyjanku, ergo podobna częstotliwość gazowania: ergo ludzie byli gazowani w krematoryjnych pomieszczeniach. Ergo Raport Leuchtera jest obalony.”

Analiza wyników krakowskiego raportu dokładnie to wykazała i pozwoliła jego autorom wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Jeżeli zbadamy wyniki analizy próbek pobranych przez innych ludzi, otrzymane przy pomocy innej metody analizy, stanie się oczywiste, że Markiewicz i jego współpracownicy sfałszowali rezultaty poprzez dobranie takiej metody badawczej, która pozwoliła im otrzymać z góry założone wyniki.

Jeśli to nie śmierdzi naukowym oszustwem, to cóż… w każdym razie nie skończyliśmy jeszcze z krakowskim raportem.

Odrzucanie niepożądanych rezultatów

W 1991 roku z Instytutu Jana Sehna wyciekł dokument, który trafił w ręce rewizjonistów, a następnie został opublikowany w jednym z rewizjonistycznych periodyków. [21] Okazało się, że Dr Markiewicz i jego współpracownicy sporządzili pierwszy raport już w roku 1990. Raport ten nigdy nie został opublikowany. Jego wyniki były rozczarowujące: pomimo tego, że badacze już wtedy wykorzystali swoją błędną metodę analityczną, tylko jedna z pięciu próbek pobranych z rzekomych ludobójczych komór gazowych wykazała mikroskopijną zawartość cyjanku (0.024 mg/kg); reszta próbek nie wykazała żadnej zawartości cyjanku. Z drugiej strony, próbki pobrane z komór dezynfekcyjnych wykazały ponad 20-krotnie wyższe stężenie cyjanku (0.036-0.588 mg/kg). Rezultaty te zdawały się potwierdzać ustalenia Leuchtera. Dlatego też w swoim artykule z 1994 roku krakowscy badacze nie podali żadnej wzmianki na temat swoich wstępnych wyników. W normalnych okolicznościach naukowcy, którzy dopuścili się tego typu nieetycznego postępowania, są wydalani ze społeczności akademickiej.

Obecnie większość rewizjonistów jest świadoma ustaleń ujawnionych w 1991 roku, ale nie wszyscy znają ustalenia z 1994, które zdawały się obalać Raport Leuchtera.

Wytyczne krakowskich naukowców: nie prawda naukowa, ale polityczna agenda

W późniejszej korespondencji z krakowskimi badaczami zapytałem ich o naukowe wyjaśnienie ich metody analitycznej. Dałem im niezbity dowód, że błękit pruski może wytworzyć się na ścianach wystawionych na działanie gazu cyjanowodorowego, powołując się na najnowszy przypadek udokumentowany w literaturze fachowej. [28] Autorzy krakowskiej ekspertyzy nie byli w stanie podać naukowego uzasadnienia dla celowego wykluczenia z analizy błękitu pruskiego i nie chcieli przyznać, że popełnili błąd. [29]
Wreszcie, zarówno w swoim artykule jak i w liście adresowanym do mnie, krakowscy badacze stwierdzili, że celem ich artykułu było obalenie twierdzeń „negacjonistów Holocaustu” oraz udaremnienie prób wybielania Hitlera i Narodowego Socjalizmu. Innymi słowy, ich raport nie miał na celu poszukiwania prawdy, lecz miał służyć realizacji celów politycznych.

Wnioski

Podsumowując wyjątkowo nienaukowe i politycznie stronnicze podejście Markiewicza i jego współpracowników należy zauważyć, że:

  1. Najważniejszym zadaniem naukowca jest spróbowanie zrozumienia tego, czego wcześniej się nie rozumiało. Badacze z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Prof. dra Jana Sehna w Krakowie zrobili dokładnie na odwrót: zdecydowali się zignorować i wykluczyć to, czego nie rozumieli (tj. proces formowania się błękitu pruskiego na ścianach wystawionych na działanie cyjanowodoru).
  2. Kolejnym ważnym zadaniem naukowca jest omówienie prób zrozumienia danego problemu, które zostały podjęte przez innych naukowców. Krakowski zespół zrobił dokładnie na odwrót: zdecydował się zignorować i wykluczyć z dyskusji wszystko to, co pozwoliłoby mu (oraz przy okazji innym) zrozumieć proces formowania się błękitu pruskiego.
  3. Te decyzje pozwoliły im na dobranie takiej metody badawczej, która pozwoliła im na otrzymanie pożądanych rezultatów.
  4. Odrzucili wszystkie rezultaty, które nie pasowały do ich założeń.
  5. Wreszcie przyznali, że celem ich badania nie było poszukiwanie prawdy, ale dalsze oczernianie nieżyjącego już od dawna Adolfa Hitlera.

Dlatego też publicznie nazywałem i nadal nazywam tych naukowców oszustami. Jest tylko jedno miejsce odpowiednie dla rezultatów ich badań: śmietnik. Ani Markiewicz, ani żaden z jego współpracowników nigdy nie odpowiedział na moje zarzuty. Dr Markiewicz, który nie był chemikiem, ale ekspertem w dziedzinie badań technicznych, zmarł w 1997 roku. Dwaj pozostali autorzy [Wojciech Gubała i Jerzy Łabędź] nadal milczą.

Niemieckie potwierdzenie Raportu Leuchtera

Na początku 1990 roku, kilka miesięcy po otwarciu mojego przewodu doktorskiego w Instytucie Maxa Plancka w Stuttgarcie (Max Planck Institute for Solid State Research), zacząłem badania mające na celu zweryfikowanie twierdzeń zawartych w Raporcie Leuchtera: a mianowicie, że wciąż należy się spodziewać obecności długoterminowych stabilnych związków cyjanku w rzekomych ludobójczych komorach gazowych, jeżeli masowe gazowania przy użyciu Cyklonu B miały tam rzeczywiście miejsce, jak twierdzili świadkowie. Początkowo byłem zainteresowany jedynie ustaleniem, czy powstały związek – błękit pruski – jest wystarczająco stabilny, by przetrwać po tym, jak przez 45 lat był wystawiony na działanie surowych warunków atmosferycznych. Kiedy zostało to potwierdzone, przesłałem wyniki do około dwudziestu ludzi, którzy, jak sądziłem, mogą być zainteresowani tymi rezultatami. Skontaktowałem się następnie z kilkoma inżynierami i prawnikami, z których ci pierwsi pomogli mi w prowadzeniu badań kryminalistycznych, a ci drudzy byli głównie zainteresowani wykorzystaniem wyników badań na potrzeby swoich klientów. Odbyłem dwie podróże do Auschwitz i przez następne osiemnaście miesięcy prowadziłem badania, a w styczniu 1992 roku pierwsza, 72-stronicowa wersja tzw. Raportu Rudolfa, została udostępniona środowiskom opiniotwórczym w Niemczech. Krótko mówiąc, raport ten potwierdzał tezy Leuchtera, czyli że z kilku technicznych i chemicznych powodów masowe gazowania, poświadczone przez świadków, nigdy nie mogły mieć miejsca. Mój raport był następnie aktualizowany oraz udoskonalany i ostatecznie został opublikowany w lipcu 1993 roku jako 120-stronicowa broszura. [30] Holenderska i francuska wersja raportu ukazała się w 1995 i 1996 roku, ale angielska wersja nie została nigdy wydana [pierwsza angielska edycja Raportu Rudolfa ukazała się w 2003 roku – przyp. tłumacza]. (Krótkie, 16-stronicowe streszczenie, które zostało opublikowane latem 1993 roku, często jest błędnie utożsamiane z pełna wersją mojego raportu.) Zaktualizowana i udoskonalona wersja jest obecnie w przygotowaniu; publikacja jest planowana na koniec tego roku. [31]

Jako że nie mogę być sędzią swojej własnej pracy, nie będę omawiał tutaj moich własnych badań. Naukowy dyskurs na temat mojego raportu zainicjowała niemiecka książka, składająca się głównie z bezpodstawnych ataków, wydana w 1995 roku. [32] Pierwsza jak dotąd poważna krytyka, choć niestety składająca się z wielu ataków ad hominem, ukazała się wyłącznie w Internecie. [33]. Jej autor, Richard Green, podobnie jak ja jest chemikiem posiadającym doktorat z chemii fizycznej. W swojej krytyce posunął się do dwóch daleko idących ustępstw:

(a) Aby zabić ludzi w tak krótkim czasie, jaki podają świadkowie, niezbędne jest użycie cyjanowodoru w podobnych stężeniach do tych, które stosowało się w procedurze odwszawiania. Leuchter był wielokrotnie atakowany przez swoich adwersarzy na tej podstawie, że do zabicia ludzi potrzebne były znacznie mniejsze ilości trucizny, niż do zabicia wszy. I chociaż generalnie jest to prawda, nie ma to zastosowania w sytuacji, w której setki ludzi ma zostać uśmierconych przy użyciu trucizny w przeciągu zaledwie kilku minut.

(b) Błękit pruski rzeczywiście może wytworzyć się na ścianach wystawionych na działanie cyjanowodoru i kiedy znajdowany jest w pomieszczeniach dezynfekcyjnych w Auschwitz czy w innych miejscach, jego przyczyną najprawdopodobniej jest HCN.

To drugie ustępstwo oczywiście niszczy reputację krakowskich badaczy (oraz ich zwolenników), którzy oświadczyli ad hoc, że te ogromne ilości błękitu pruskiego obecne na ścianach komór dezynfekcyjnych muszą mieć inne pochodzenie, co z kolei „pozwoliło” im wykluczyć go z analizy. Jednakże niewzruszony tym Green nadal twierdzi, że ich rezultaty powinny być traktowane przez wszystkich jako standardowe. Na moje pytanie, dlaczego krakowscy badacze nie odpowiedzieli na moje zapytania odnośnie ich oczywistego nienaukowego postępowania, Green odpowiedział następująco:

Rudolf narzeka, że Markiewicz et al. nie odpowiedzieli na jego zapytania. A dlaczegoż mieliby to robić? Jakąż to wiarygodność posiada Rudolf, że wymaga odpowiedzi na każdy ze swoich zarzutów, bez względu na ich zasadność?

Potrzeba kolejnych badań kryminalistycznych

Chemia oczywiście nie jest jedyną nauką, która może być pomocna jeżeli chodzi o wyjaśnianie tajemnic Auschwitz. Inżynierowie, architekci, lekarze, geolodzy oraz inni eksperci również mogą się do tego przyczynić. Ale ich praca nie może kończyć się na próbach rozszyfrowania ukrytego przesłania śladów materialnych na miejscu. Oryginalne dokumenty z czasów wojny dotyczące obiektów i wydarzeń w Auschwitz również wymagają ekspertyz inżynierów, architektów, lekarzy i geologów. Jeśli chodzi o rekonstrukcję obozowej infrastruktury (aż po funkcję i przeznaczenie każdego pojedynczego budynku i pokoju), tryb działania i techniczne możliwości poszczególnych instalacji, zakres i nowoczesność opieki medycznej w szpitalach, konsekwencje poziomu wód gruntowych z bagien wokół obozu, to większość z tych kwestii można określić na podstawie analizy dziesiątek tysięcy dokumentów, które zostały odnalezione lub opublikowane w ostatniej dekadzie. Historyk w pojedynkę po prostu nie jest w stanie wykonać całości tej pracy, podobnie również ja, jako chemik, także nie jestem w stanie w pojedynkę podołać temu zadaniu.

„Nie ma otworów? Nie ma ‚Holocau$tu’”!

Ditlieb Felderer był pierwszym badaczem, który intensywnie zajmował się kwestią istnienia otworów w dachach rzekomych ludobójczych „komór gazowych”, chociaż jak się wydaje, nie opublikował żadnych prac w tym temacie. Leuchter jedynie pobieżnie poruszył tę kwestię w swoim raporcie. To właśnie to zagadnienie, obok kwestii obecności pozostałości chemicznych trującego gazu, było głównym powodem mojej podróży do Auschwitz; chciałem osobiście poszukać tych otworów. 16 sierpnia 1991 roku, stojąc na zawalonym dachu rzekomej „komory gazowej” Krematorium II w Birkenau, straciłem swoją wiarę w „Holocaust”, ponieważ nie byłem w stanie znaleźć niczego, co przypominałoby te otwory. Opisałem to szczegółowo w moim raporcie. W 1994 roku Robert Faurisson wygłosił słynny już slogan, który jest podtytułem tego rozdziału [„Nie ma otworów? Nie ma Holocaustu.” (ang. „No holes? No Holocaust.”) – przyp. tłumacza]. Jednak trzeba było poczekać aż do roku 2000, kiedy trwał proces między Davidem Irvingiem i Deborą Lipstadt, żeby świat zwrócił uwagę na tezę rewizjonistów, że nie było żadnych otworów w dachu tej „komory gazowej”.

Charles Provan napisał w tamtym czasie internetowy artykuł, w którym twierdził, że obalił ustalenia rewizjonistów. Rzeczywiście udało mu się znaleźć otwory w dachu kostnicy Krematorium II. [34] Ale czy naprawdę są to te same otwory, przez które 55 lat temu wprowadzano Cyklon B do „komór gazowych”, jak twierdzili świadkowie? Czy może raczej są one jedynie wynikiem zawalenia się dachu, podczas którego betonowe filary podtrzymujące dach przebiły strop? Jestem przekonany, że to drugie. Jednakże moje przeświadczenie nie ma znaczenia. Liczą się fakty. Ale jak w tym przypadku ustalić, jakie są fakty?

Według Roberta Van Pelta:

W tym pomieszczeniu o powierzchni 210 metrów kwadratowych więcej ludzi straciło życie, niż w jakimkolwiek innym miejscu na tej planecie. Pięćset tysięcy ludzi zostało zamordowanych. Jeśli narysowalibyśmy mapę ludzkiego cierpienia, gdybyśmy stworzyli układ geograficzny okrucieństw, to właśnie to miejsce byłoby jego absolutnym centrum. [35]

Zastanówmy się teraz nad nieco innym, ale wciąż tragicznym przykładem. Wszyscy wiemy, co się dzieje po katastrofie lotniczej: setki ekspertów dwoją się i troją, aby zabezpieczyć szczątki samolotu, aby następnie złożyć wszystko razem, niczym gigantyczną, trójwymiarową układankę. Celem jest ustalenie przyczyn katastrofy, aby zapobiec podobnym tego typu przypadkom w przyszłości. Nikt nie szczędzi środków.

Czy nie należałoby podobnie postąpić w przypadku kostnic z Krematorium I i III w Birkenau? Zatrudnić setki historyków, inżynierów, architektów i archeologów w celu dokładnego zabezpieczenia wszystkich gruzów pochodzących z tych pomieszczeń, a następnie ponownego złożenia ich w jedną całość, żeby ustalić, jak naprawdę wyglądały te pomieszczenia pięćdziesiąt pięć lat temu. Czy nie byłoby logiczne spróbować określić, jakich konkretnie pozostałości powinniśmy się spodziewać w trakcie poszukiwań tych otworów, zanim zaczniemy wyciągać pochopne wnioski na widok zwykłej szczeliny w betonie?

W ciągu ostatnich kilku lat, ku mojemu przerażeniu, dochodziły mnie słuchy, że ludzie wchodzą do tych pomieszczeń i wyłamują pręty zbrojeniowe wystające z pęknięć oraz otworów, [36] lub że biorą łopaty i oczyszczają dach z gruzu w celu poszukiwania otworów. [37] Co by powiedział paleontolog, gdyby ktoś przy pomocy łopaty próbował wykopać szkielet Tyranozaura rexa? Czasem można się zastanowić: gdzie się podziali wszyscy przedstawiciele homo sapiens? Kiedy wreszcie ludzie w odniesieniu do Holocaustu zaczną myśleć i postępować, jak przystało na inteligentne istoty?

Kwestia istnienia lub nieistnienia otworów w dachu kostnicy Krematorium II nie jest wcale trywialna. Jeżeli ich nie było, to wprowadzanie Cyklonu B do tych rzekomych „komór gazowych” metodą, jaką opisali świadkowie, okazałoby się niemożliwe – co tym samym skompromitowałoby tych świadków. Jako że relacje naocznych świadków są jedynym filarem, na którym opiera się Holocaust, doprowadziłoby to prędzej czy później do zawalenia się całej narracji o Holocauście. A to wcale nie jest trywialną kwestią. Międzynarodowy porządek ustanowiony przez zwycięskie mocarstwa po drugiej wojnie światowej opiera się na Holocauście. Holocaust jest wykorzystywany do kontrolowania Niemiec (oraz całej Europy), do dławienia w zarodku ruchów narodowych, do utrzymywania amerykańskiej dominacji – nie wspominając już o tym, co czerpią z tego lewicowe i międzynarodowe ruchy oraz jaki pożytek z tego mają żydowskie i syjonistyczne grupy.

Kto zatem chce poznać prawdę? Czy nie byłoby prościej po prostu wysadzić w powietrze krematoria w Auschwitz i raz na zawsze usunąć ich pozostałości, tak aby można było w spokoju zadowolić się wyłącznie relacjami świadków?

Jeśli rewizjonistyczni badacze nie będą próbowali ustalić, co tak naprawdę miało miejsce w Auschwitz, to nikt tego nie będzie czynił. Biorąc pod uwagę nasze ograniczone środki oraz nałożone na nas ograniczenia prawne, można realnie ocenić, że nikt inny nie podejmie się tego zadania. Dlatego też wszystko, co możemy teraz zrobić, to starannie skartografować i udokumentować wszystkie pozostałości materialne w ich aktualnym stanie i mieć nadzieję, że rozsądek w końcu zwycięży.

Ślady zbrodni?

Interpretowanie w złowrogi sposób niejednoznacznych słów zawartych w niemieckich dokumentach jest dość powszechną praktyką w mainstreamowej historiografii Holocaustu. Jean-Claude Pressac nie był pierwszym, który dopuścił się tego typu interpretacji, ale był on prawdopodobnie najbardziej zdeterminowany, aby tego dowieść, wykraczając w swojej argumentacji daleko poza granice absurdu. [38] Odpowiedź rewizjonistów była obszerna i całkowicie druzgocąca dla eksterminacjonistów. [39] Interpretacje rewizjonistów były oparte zarówno o szczegółową znajomość dokumentów dotyczących Auschwitz – wliczając w to fotografie lotnicze wykonane przez aliantów – jak również znajomość ich kontekstu oraz o wiedzę ekspertów z różnych obszarów inżynierii i architektury.

Ślady uniewinniające!

Stanowisko rewizjonistyczne, oparte na ogromnej liczbie dokumentów na temat Auschwitz, przyniosło kolejne, o wiele istotniejsze rezultaty, które rzucają nowe światło na kompleks obozowy w Auschwitz. Samuel Crowell odkrył materiały źródłowe na temat schronów przeciwlotniczych zbudowanych przez SS w celu ochrony więźniów przed alianckimi nalotami. Hans Lamker i Hans Nowak szczegółowo wykazali, w jaki sposób SS zainstalowało w obozie nowoczesne i niezwykle kosztowne podgrzewane pomieszczenia dezynfekcyjne mające na celu ochronę zdrowia i życia więźniów. [40] Razem z Michaelem Gärtnerem i Wernerem Rademacherem pracują oni obecnie nad kompleksową historią obozu w Auschwitz, który wyposażony był we wszystkie potrzebne rzeczy, aby zapewnić przetrwanie dziesiątkom tysięcy więźniów: szpitale, dentystów, kuchnie, pralnie, rzeźnie oraz miejsca służące rekreacji takie jak boiska sportowe czy ogrody. W połączeniu z faktem, że całkowite koszty wzniesienia obozu wyniosły w przeliczeniu jakieś 500 milionów dolarów, obiekty te wyraźnie przeczą twierdzeniu, że zamiarem władz niemieckich było uczynienie z tego obozu miejsca eksterminacji. Są znacznie tańsze metody zabijania ludzi, niż takie, gdzie trzeba wydać 500 dolarów na głowę. [41]

Przyszłość ekspertyz kryminalistycznych w Auschwitz

Od zarania nauki, naukowcy poszukiwali perpetuum mobile. Wydaje się jednak, że nigdy nie zdołali zauważyć, że znaleźli go już na samym początku swoich poszukiwań: była nim sama nauka. Można się zatem spodziewać, że badania kryminalistyczne dotyczące Auschwitz nigdy nie będą miały końca, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że potencjalne ustalenia mogą wywołać kontrowersje i mieć spore konsekwencje ideologiczne. Kierunek i metodologia badań zostały precyzyjnie określone przez pionierów w tej dziedzinie, czyli rewizjonistów, którym nie brakowało ani przenikliwości, ani ciekawości potrzebnej do ustalenia, czy twierdzenia o masowych gazowaniach są prawdziwe, bez względu na polityczny i finansowy wymiar tych twierdzeń. Obóz Auschwitz będzie, podobnie jak dotychczas, w centrum uwagi tego wszystkiego.

Pozwolę sobie wymienić najnowszy przykład tego typu badań kryminalistycznych: na początku 2000 roku australijski inżynier Richard Krege użył georadaru w celu zlokalizowania (lub niezlokalizowania) masowych grobów w pobliżu rzekomych niemieckich „obozów zagłady”. Wyniki wstępnych badań zostały opublikowane w moim niemieckojęzycznym rewizjonistycznym kwartalniku na początku 2000 roku. [42] Krege obiecał przeprowadzenie bardziej szczegółowych badań, wraz z odpowiednim wprowadzeniem do tej geologicznej metody, która pozwala określić zakłócenia w glebie pod naszymi stopami. Jego praca może okazać się równie przełomowa, co praca Leuchtera sprzed trzynastu lat. Nie ulega wątpliwości, że nie będzie on ostatnim pionierem, który odważy się zakwestionować obowiązujące dogmaty i tabu.

Wnioski końcowe

Tak jak w przypadku wszystkich rzekomych zbrodni z przeszłości, kryminalistyka jest kluczem do tajemnic Auschwitz. Żadna grupa posiadająca uprawnienia do prowadzenia (lub żądania przeprowadzenia) badań kryminalistycznych na niezbędną skalę nie wydaje się być tym zainteresowana. Rządzący nie mają żadnego interesu w rewizji poglądów na temat Auschwitz i samego Holocaustu, gdyż jest to obowiązkiem samej kryminalistyki. Zamiast tego władze na całym świecie prześladują i ścigają tych, którzy opowiadają się po stronie tego typu badań. To może nas spowolnić, ale na pewno nas nie powstrzyma.

Za każdym razem, gdy rewizjonistyczni badacze osiągną jakiś nieoczekiwany przełom w wyniku swych badań kryminalistycznych, spotykają się nie tylko z oszczerstwami i prześladowaniami, ale również z akademickimi fałszerstwami, czego najlepszym przykładem jest krakowska ekspertyza kryminalistyczna. Jak bardzo zdesperowani muszą być obrońcy legendy Holocaustu, żeby uciekać się do takich metod? Strzegąc przed naukowymi badaniami  rzekome masowe groby i ruiny „komór gazowych”, ryzykują nie tylko upadek swojej własnej reputacji, ale także upadek mitu o Auschwitz.

Przypisy:
[1]
Opublikowane w jęz. niemieckim przez Dokumentationszentrum des Österreichischen Widerstandes (Centrum Dokumentacji Austriackiego Ruchu Oporu) oraz Austriackie Federalne Ministerstwo Edukacji i Kultury, w Amoklauf gegen die Wirklichkeit (Vienna, 1991), pp. 36-40; oryginał znajduje się w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.
[2] Zobacz F. Kadell, Die Katyn Lüge (Münich: Herbig, 1991).
[3] List od SS Wirtschafts- und Verwaltungs- hauptamt, Oranienburg, do komendantów obozów koncentracyjnych, 6 sierpnia1942, IMT dokument 511-USSR, cytowany w: Der Prozess gegen die Hauptkriegsverbrecher vor dem Internationalen Militärgerichtshof (Nuremberg, 1949), pp. 553f. List ten nakazywał recykling włosów więźniów o długości 20 cm lub więcej.
[4] Cynk zapobiega tworzeniu się rdzy, która jest niezbędna przy formowaniu się długoterminowych stabilnych związków żelazocyjanków.
[5] Podobnie jak cyjanki ziem alkalicznych, cyjanki cynku są powoli rozkładane przez wilgoć.
[6] H. Buchheim et al., Anatomie des SS-Staates (Freiburg: Walter, 1964).
[7] We wszystkich swoich pismach Adalbert Rückerl, jeden z najbardziej prominentnych niemieckich oskarżycieli w „procesach Holocaustu”, nie podaje żadnej wzmianki na temat dowodów rzeczowych. Zamiast tego oświadcza, że dowody w postaci dokumentów są najlepszą i najistotniejszą formą dowodu, nawet w przypadku braku dowodów rzeczowych mających służyć za potwierdzenie autentyczności i poprawności samych dokumentów (in J. Weber, P. Steinbach, eds., Vergangenheitsbewältigung durch Strafverfahren? [Munich: Olzog,1984] p. 77). Rückerl podaje, że jest praktycznie niemożliwe, aby uznać podejrzanego za winnego wyłącznie na podstawie dowodów w postaci dokumentów, a biorąc pod uwagę coraz dłuższy okres oddzielający rzekome zbrodnie od procesu, niemal zawsze jesteśmy zmuszeni opierać się na zeznaniach naocznych świadków, mimo tego, że ich niewiarygodność jest oczywista, zwłaszcza podczas procesów tzw. „narodowosocjalistycznych zbrodni” (A. Rückerl, NS-Verbrechen vor Gericht [Heidelberg: C. F. Müller, 1984], p. 249; Rückerl, Nationalsozialistische Vernichtungslager im Spiegel deutscher Strafprozesse [Munich: dtv, 1978], p. 34; Rückerl, NS-Prozesse [Karlsruhe: C. F. Müller, 1972], pp. 27, 29, 31.).
[8] Najlepszym przykładem tego typu totalnej naiwności, połączonej w prawniczą niekompetencją, jest obrońca Hans Laternser.
[9] Najbardziej prominentnym zwolennikiem tej tezy jest Profesor Nolte w swojej książce Streitpunkte (Berlin: Propyläen, 1993), pp. 290, 293, 297.
[10] Na przykład wyrok sądu Schwurgericht we Frankfurcie nad Menem brzmiał, że nie ma żadnych dowodów co do zbrodni, ofiar, narzędzia zbrodni, czy nawet samych sprawców; Ref. 50/4 Ks 2/63; cf. I. Sagel-Grande, H. H. Fuchs, C. F. Rüter, eds., Justiz und NS-Verbrechen, vol. 21 (Amsterdam: University Press,1979), p. 434.
[11] Ref. 20 Vr 6575/72 (Hv56/72); numer tego odnośnika jest inny od tego, który cytuje Robert Van Pelt w swoim raporcie: The Pelt Report, Irving vs. Lipstadt (Queen’s Bench Division, Royal Courts of Justice, Strand, London, David John Cawdell Irving ./. [1] Penguin Books Limited, [2] Deborah E. Lipstadt, Ref. 1996 I. No. 113; p. 135 n. 59: 20 Vr 3806/64 and 27 C Vr 3806/64).
[12] Prywatna wiadomość od eksperta, który przynajmniej na razie musi pozostać anonimowy. Zobacz Michael Gärtner, „Vor 25 Jahren: Ein anderer Auschwitzprozess,” Vierteljahreshefte für freie Geschichtsforschung (VffG)1, no. 1(1997), pp. 24f. (vho.org/VffG/1997/1/Gaertner1.html)
[13] Udo Walendy, Historische Tatsachen 60 (Vlotho: Verlag für Volkstum und Zeitgeschichtsforschung, 1993), pp. 7-10.
[14] Cf. Mémoire en défense (Paris: La Vieille Taupe, 1980); Serge Thion, ed., Vérité historique ou vérité politique? (Paris: La Vieille Taupe, 1980) (online: aaargh.vho.org/fran/histo/SF1.html); R. Faurisson, Écrits révisionnistes, 4 vols., opublikowane przez autora,Vichy,1999; zobacz także Faurisson, Es gab keine Gaskammern (Witten: Deutscher Arbeitskreis Witten, 1978).
[15] R. Faurisson, „Le camere a gas non sono mai esistite,” Storia illustrata 261 (1979), pp. 15-35 (online: aaargh.vho.org/fran/archFaur/RF7908xx2.html); cf. Faurisson, „The Mechanics of Gassing,” The Journal of Historical Review (JHR) 1, no. 1 (spring 1980), pp. 23ff. (online: aaargh.vho.org/engl/FaurisArch/RF80spring.html); Faurisson, „The Gas Chambers of Auschwitz Appear to Be Physically Inconceivable,” JHR 2, no. 4 (winter 1981), pp. 311ff. (online: vho.org/GB/Journals/JHR/2/4/Faurisson312-317.html)
[16] „‚Le problème des chambres à gaz’ ou ‚la rumeur d’Auschwitz,’” Le Monde, December 29, 1978, p. 8; see also „The ‚problem of the gas chambers,” JHR 1, no. 2 (summer 1980), pp. 103-114 (online: ihr.org/jhr/v01/v01p103_Faurisson.html).
[17] F. A. Leuchter, An Engineering Report on the Alleged Execution Gas Chambers at Auschwitz, Birkenau and Majdanek, Poland, Samisdat Publishers Ltd., Toronto 1988 (ihr.org/books/leuchter/leuchter.toc.html).
[18] Zobacz również świadectwo Leuchtera w: „Witch Hunt in Boston,” JHR 10, no. 4 (winter 1990), pp. 453-460; „The Leuchter Report: The How and the Why,” JHR 9, no. 2 (summer 1988), pp. 133-139.
[19] Pozwolę sobie wymienić tylko kilka bardziej znaczących wczesnych publikacji: J.-C. Pressac, Jour J, December 12, 1988, i-x; Pressac in: S. Shapiro, ed., Truth Prevails: Demolishing Holocaust Denial: The End of the Leuchter Report, (NY: Beate Klarsfeld Foundation, 1990); W. Schuster, „Technische Unmöglichkeiten bei Pressac,” Deutschland in Geschichte und Gegenwart (DGG) 39, no. 2 (1991), pp. 9-13 (vho.org./D/DGG/Schuster39_2); Paul Grubach, „The Leuchter Report Vindicated: A Response to Jean-Claude Pressac’s Critique,” JHR 12, no. 2 (summer 1992), pp. 248ff. (codoh.com/gcgv/gc426v12.html); Helmut Auerbach, Institut für Zeitgeschichte, list do Bundesprüfstelle, München, Oct. 10, 1989; Auerbach, November 1989, oba opublikowane w: U. Walendy, Historische Tatsache 42 (Vlotho: Verlag für Volkstum und Zeitgeschichtsforschung, 1990), pp. 32 and 34; zobacz również moją techniczną ocenę pism Auerbacha w Henri Roques, Günter Annthon, Der Fall Günter Deckert (Weinheim: DAGD/Germania Verlag, 1995), pp. 431-435 (vho.org/D/Deckert/C2.html); W. Wegner, „Keine Massenvergasungen in Auschwitz? Zur Kritik des Leuchter-Gutachtens,” in U. Backes, E. Jesse, R. Zitelmann, eds., Die Schatten der Vergangenheit (Frankfurt: Propyläen, 1990), pp. 450-476 (vho.org/D/dsdv/Wegner.html, wraz z moją krytyką); w tej kwestii cf. W. Häberle, „Zu Wegners Kritik am Leuchter-Gutachten,” DGG 39, no. 2 (1991), pp. 13-17 (online: vho.org/D/DGG/Haeberle39_2.html); J. Bailer, „Der Leuchter-Bericht aus der Sicht eines Chemikers,” in Amoklauf gegen die Wirklichkeit, pp. 47-52; cf. E. Gauss (alias G. Rudolf), Vorlesungen über Zeitgeschichte (Tübingen: Grabert, 1993), pp. 290-293; Gauss, „Chemische Wissenschaft zur Gaskammerfrage,” DGG 41, no. 2 (1993), pp. 16-24 (online: vho.org./D/DGG/Gauss41_2); J. Bailer, in B. Bailer-Galanda, W. Benz, W. Neugebauer, eds., Wahrheit und Auschwitzlüge (Vienna: Deuticke, 1995), pp. 112-118; cf. moją krytykę „Zur Kritik an ‚Wahrheit und Auschwitzlüge,’” in Herbert Verbeke, ed., Kardinalfragen zur Zeitgeschichte (Berchem: Vrij Historisch Onderzoek, 1996), pp. 91-108 (vho.org/D/Kardinal/Wahrheit.html); English: „Critique of ‚Truth and the Auschwitz-Lie’” (online: http://vho.org/GB/Books/cq/critique.html); G. Wellers, „Der Leuchter-Bericht über die Gaskammern von Auschwitz,” Dachauer Hefte 7, no. 7 (November 1991), pp. 230-241.
[20] W szczególności należy tutaj wymienić prace włoskiego historycka Carlo Mattogno, amerykańskiego historyka Samuela Crowella, grupę inżynierów i architektów z południowych Niemiec: Michael Gärtner, Hans Lamker, Hans Jürgen Nowak, Werner Rademacher, Gottfried Sänger. Aby zapoznać się z obszerną listą ich prac wystrczy wpisać ich nazwiska w wyszukiwarce internetowej rewizjonistycznej bazie danych na stronie http://www.vho.org/i/a.html.
[21] J. Markiewicz, W. Gubala, J. Labedz, B. Trzcinska, Prof. Dr. Jan Sehn Institute for Forensic Research, Department for Forensic Toxicology, Krakow, September 24, 1990; częściowo opublikowany w DGG 39, no. 2 (1991), pp. 18f. (vho.org/D/DGG/IDN39_2.html); W jęz. angielskim: „An Official Polish Report on the Auschwitz ‚Gas Chambers,’” JHR 11, no. 2 (summer 1991), pp. 207-216 (vho.org/GB/Journals/JHR/11/2/ IHR207-216.html).
[22] Sprawa wygląda nieco inaczej w przypadku obozu Majdanek i Stutthof, gdzie twierdzi się, że pomieszczenia, które bezsprzecznie służyły jako komory dezynfekcyjne rzekomo również służyły jako ludobójcze komory gazowe. Dlatego też nie możemy tutaj poczynić tego samego spostrzeżenia, co w przypadku Auschwitz. Jednakże, ponieważ generalnie przeważa opinia mówiąca, że wysokie stężenia pozostałości żelazocyjanków nie mogą być wynikiem ludobójczego gazowania – z błędnych powodów, których nie będziemy tutaj poruszać – to generalnie obie strony tej kontrowersyjnej kwestii zgadzają się, że niebieskie zabarwienie jest wynikiem wykorzystywania tych pomieszczeń jako komór dezynfekcyjnych.
[23] Jan Markiewicz, Wojciech Gubala, Jerzy Labedz, „A Study of the Cyanide Compounds Content in the Walls of the Gas Chambers in the Former Auschwitz and Birkenau Concentration Camps,” Z Zagadnień Nauk Sadowych / Problems of Forensic Science 30 (1994), pp. 17-27 (online: www2.ca.nizkor.org/ftp.cgi/orgs/polish/institute-for-forensic-research/post-leuchter.report).
[24] Nie istnieją żadne farby ścienne zawierające błękit pruski, ponieważ błękit pruski rozkłada się na świeżym tynku (jest niestabilny w środowisku zasadowym). W związku z tym nikt nie mógł pomalować tych ścian farbą z pruskim błękitem.
[25] Prof. Dr.(…) z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Prof. dra Jana Sehna, Zakład Toksykologii Sądowej, Kraków, list do W. Wegnera, niedatowany (zima 1991/92), podpis nieczytelny, ale prawdopodobnie autorstwa samego Dr. Markiewicza, nieopublikowany, częściowo zacytowany w: Rüdiger Kammerer, Armin Solms, eds., Das Rudolf Gutachten: Gutachten über die Bildung und Nachweisbarkeit von Cyanidverbindungen in den „Gaskammern” von Auschwitz (London: Cromwell Press, 1993) (vho.org/D/rga/krakau.html).
[26] E. Gauss (alias G. Rudolf), Vorlesungen über Zeitgeschichte (Tübingen: Grabert, 1993); na temat omawianych tutaj kwestii chemicznych cf. pp. 163ff., 290-294 (vho.org/D/vuez/v3.html#v3_4 and ~/v5.html#v5_5).
[27] G. Rudolf, Das Rudolf Gutachten, 2nd ed. (Hastings, Eng.: Castle Hill Publishers, 2001).
[28] Przypadek uszkodzenia budynku miał miejsce w 1976 roku w Bawarii (Meeder-Wiesenfeld), gdzie świeżo otynkowany kościół został zdezynfekowany przy pomocy Cyklonu B. Po kilku miesiącach tynk był pokryty niebieskimi plamami błękitu pruskiego. Zobacz Günter Zimmermann, ed., Bauschäden Sammlung, vol. 4 (Stuttgart: Forum-Verlag, 1981), pp. 120f.; reprint w: Ernst Gauss (alias G. Rudolf), ed., Grundlagen zur Zeitgeschichte (Tübingen: Grabert, 1994, pp. 401ff.; (codoh.com/inter/intgrgauss.html; English: vho.org/GB/Books/dth/fndwood.html). Ponadto, we wszystkich pomieszczeniach służących do dezynfekcji w byłych obozach koncentracyjnych w Europie Wschodniej, które stoją aż po dziś dzień, wykształciły się na ścianach ogromne ilości błękitu pruskiego, c.f mój raport, przypis 25 (vho.org/D/rga/prob9_22.html oraz kolejne strony); Jürgen Graf, Carlo Mattogno, KL Majdanek: Eine historische und technische Studie (Hastings, Eng: Castle Hill Publishers, 1998) (vho.org/D/Majdanek/MR.html); Jürgen Graf, Carlo Mattogno, Das Konzentrationslager Stutthof und seine Funktion in der nationalsozialistischen Judenpolitik (Hastings, Eng: Castle Hill Publishers, 1999) (vho.org/D/Stutthof/index.html).
[29] G. Rudolf, „Leuchter-Gegengutachten: Ein Wissenschaftlicher Betrug?,” DGG 43, no. 1 (1995), pp. 22-26 (vho.org/D/Kardinal/Leuchter.html; Engl.: vho.org/GB/Books/cq/leuchter.html); G. Rudolf and J. Markiewicz, W. Gubala, J. Labedz, „Briefwechsel,” Sleipnir 1, no. 3 (1995), pp. 29-33; przedruk w: Verbeke, ed., Kardinalfragen zur Zeitgeschichte, pp. 86-90 (online: jak powyżej).
[30] Kammerer, Solms, eds., Das Rudolf Gutachten (vho.org/D/rga/). Jeżeli chodzi o tło, historię i koncekwencje mojego raportu zobacz: W. Schlesiger, Der Fall Rudolf (London: Cromwell, 1994) (online: vho.org/D/dfr/Fall.html); W jęz. angielskim: The Rudolf Case (vho.org/GB/Books/trc); and Verbeke, ed., Kardinalfragen zur Zeitgeschichte (vho.org/D/Kardinal/); W jęz. angielskim: Cardinal Questions about Contemporary History (vho.org/GB/Books/cq/); cf. „Hunting Germar Rudolf,” vho.org/Authors/RudolfCase.html.
[31] Tę 350-stronicową książkę w twardej okładce można zamówić za $30 na stronie: http://www.tadp.org lub pisząc do Theses & Dissertations Press, PO Box 64, Capshaw, AL 35742.
[32] J. Bailer, w B. Bailer-Galanda, W. Benz, W. Neugebauer, eds., op. cit. (zobacz przypis 19 powyżej); zobacz także moją replikę, „Zur Kritik an ‚Wahrheit und Auschwitzlüge’”/”Critique of Truth and the Auschwitz-Lie,” in Herbert Verbeke, ed., Kardinalfragen zur Zeitgeschichte. Znacznie mniej wyrafinowana krytyka: B. Clair, „Revisionistische Gutachten,” VffG 1, no. 2 (1997), pp. 102-104 (vho.org/VffG/1997/2/Clair2.html); i moja odpowiedź: „Zur Kritik am Rudolf Gutachten,” ibid., pp. 104-108 (vho.org/VffG/1997/2/RudGut2.html); następnie, La Vieille Taupe/Pierre Guillaume, „Rudolf Gutachten: ‚Psychopathologisch und Gefährlich’: Über die Psychopathologie einer Erklärung,” VffG 1, no. 4 (1997), pp. 224f. (vho.org/VffG/1997/4/Guillaume4.html). Robert Van Pelt nie spierał się z tezami zawartymi w moim raporcie, ale zamiast tego wolał powtarzać i wyolbrzymiać błędy Pressaca: op. cit. (zobacz przypis 11 powyżej); cf. G. Rudolf, „Gutachter und Urteilsschelte,” VffG 4, no. 1 (2000), pp. 33-50 (vho.org/VffG/2000/1/Rudolf33-50.html); bardziej wyczerpująco w: vho.org/GB/c/GR/RudolfOnVanPelt.html and …/CritiqueGray.html.
[33] Richard J. Green, „The Chemistry of Auschwitz,” May 10, 1998, holocaust-history.org/auschwitz/chemistry/, und „Leuchter, Rudolf and the Iron Blues,” March 25, 1998, holocaust-history.org/auschwitz/chemistry/blue/, z dużym „antyfaszystowskim” uprzedzeniem. Szczegółowy opis błędów w artykule Greena ukazał się w: „Das Rudolf Gutachten in der Kritik, Teil 2,” VffG 3, no. 1 (1999), pp. 77-82 (vho.org/VffG/1999/1/RudDas3.html); English.: „Some Considerations about the ‚Gas Chambers’ of Auschwitz and Birkenau,” vho.org/GB/Contributions/Green.html; zobacz także replikę: Richard J. Green, Jamie McCarthy, „Chemistry is Not the Science,” May 2,1999, holocaust-history.org/auschwitz/chemistry/not-the-science/. Artykuł w jakiś 50 % składa się z politycznych oskarżeń i szkalowania. Zobacz odpowiedź: G. Rudolf, „Character Assassin,” online: vho.org/GB/Contributions/CharacterAssassins.html.
[34] Charles D. Provan, „No Holes? No Holocaust?: A Study of the Holes in the Roof of Leichenkeller I of Krematorium 2 at Birkenau” ( http://www.revisingrevisionism.com )
[35] Wypowiedź Van Pelta w filmie dokumentalnym Errola Morrisa „Mr. Death: The Rise and Fall of Fred A. Leuchter, Jr.”
[36] Czego dopuścił się przynajmniej jeden rewizjonista wiosną 1996 roku na dachu kostnicy (Leichenkeller 1) Krematorium II.
[37] Czego dopuścił się inżynier nazwiskiem Barford; jego koledzy pomagali w konserwacji i restauracji obozu dla administracji Muzeum Oświęcimskiego. Poinformował o tym Davida Irvinga.
[38] Jean-Claude Pressac, Auschwitz: Technique and Operation of the Gas Chambers (NY: Beate Klarsfeld Foundation, 1989); Les Crématoires d’Auschwitz: la Machinerie du meurtre de masse (Paris: CNRS, 1993).
[39] Krytyka pierwszej książki Pressaca: zobacz R. Faurisson, JHR 11, no. 1 (spring 1991), p. 25ff.; JHR 11, no. 2 (1991), p. 133ff. (W jęz. francuskim: http://www.lebensraum.org/english/04.adobe.faurisson/pressac.pdf ); F. A. Leuchter, The Fourth Leuchter Report (Toronto: Samisdat, 1991) ( http://www.zundelsite.org/english/leuchter/report4/leuchter4.toc.html ); krytyka drugiej książkie Pressaca, zobacz: Herbert Verbeke, ed., Auschwitz: Nackte Fakten (Berchem: VHO, 1995), pp. 101-162 (online: http://www.vho.org/D/anf/ ; English: Auschwitz: Plain Facts, http://www.vho.org/GB/Books/anf ; krytyka podstawowych zasad metodologii Pressaca, zobacz: G. Rudolf, „Gutachten über die Frage der Wissenschaftlichkeit der Bücher Auschwitz: Technique and Operation of the Gas Chambers und Les Crématoires d’Auschwitz. la Machinerie du meurtre de masse von Jean-Claude Pressac,” in Schlesiger, Der Fall Rudolf ( http://www.vho.org/D/dfr/Fall.html#Gutachten ); w jęz. angielskim: zobacz http://www.vho.org/GB/Books/trc#expert-report ; zobacz także Pierre Guillaume’s criticism, De la misère intellectuelle en milieu universitaire, B.p. 9805, 75224 Paris cedex 05, 1995 ( http://www.aaargh.vho.org/fran/archVT/vt9309xx1.html ). Zobacz również różne prace S. Crowella i odpowiedzi do nich autorstwa Carlo Mattogno, obecne na stronie http://www.vho.org/i/a.html , jak również w nadchodzącej angielskiej wersji mojego raportu, w którym zawarte będzie streszczenie tej kwestii.
[40] H. Nowak, „Kurzwellen-Entlausungsanlagen in Auschwitz,” VffG 2, no. 2 (1998), pp. 87-105; wersja angielska w: Gauss, ed., Dissecting the Holocaust (Capshaw, AL: Theses & Dissertations Press, 2000), pp. 311-324; H. Lamker, „Die Kurzwellen-Entlausungsanlagen in Auschwitz, Teil 2,” VffG 2, no. 4 (1998), pp. 261-273; zobacz także: Mark Weber, „High Frequency Delousing Facilities at Auschwitz,” JHR 18, no. 3 (May-June 1999), pp. 4-12.
[41] W. Rademacher, M. Gärtner, „Berichte zum KL Auschwitz,” VffG 4, no. 3-4 (2000), pp. 330-344.
[42] R. Krege, „Vernichtungslager Treblinka — archäologisch betrachtet,” VffG 4, no. 1 (2000), pp. 62-64.

Tekst ukazał się w The Journal of Historical Review, March/April 2001 (Vol. 20, No. 2), page 3.

Źródło: http://www.ihr.org/jhr/v20/v20n2p-3_Rudolf.html


Załącznik 1 – literatura:

Raport Germara Rudolfa (najnowsza, pełna wersja w języku angielskim)

Raport Germara Rudolfa (streszczenie w jęz. angielskim)

Raport Freda Leuchtera (wydanie krytyczne w języku angielskim)

Krakowska ekspertyza z 1994 roku (w języku angielskim)

Załącznik 2 – grafiki

Graph1Grafika 1: Analiza wyników próbek pobranych z „komór gazowych” i z komór dezynfekcyjnych. Zestawienie wyników ekspertyz chemicznych przeprowadzonych przez Leuchtera (L), Rudolfa (R) i Johna Balla (B). Pierwsze sześć słupków, których prawie nie widać, to rezultaty stężenia cyjanku w próbkach z kostnic z Krematorium I, II i III  oraz ruin Krematorium IV i V czyli „komór gazowych”, gdzie, jeśli wierzyć oficjalnej historiografii, zagazowano łącznie ponad milion ludzi. Natomiast te wysokie słupki po prawej stronie to rezultaty stężenia cyjanku z próbek pobranych w komorach dezynfekcyjnych. Różnica widoczna gołym okiem. Szczegółowe rezultaty próbek i interpretacja wyników tutaj.

Image6

Ilustracja 1: Rzekomy otwór do wprowadzania Cyklonu B na dachu kostnicy („komory gazowej”) Krematorium II. Stalowe pręty zbrojeniowe nie zostały nawet usunięte. Zostały po prostu wygięte.

Image7

Ilustracja 2: Rzekomy otwór do wprowadzania Cyklonu B na dachu kostnicy („komory gazowej”) Krematorium II. Jest to wejście do tej części pomieszczenia, która jest obecnie dostępna.

Image8

Ilustracja 3: Fotografia wnętrza ruin kostnicy (Leichenkeller I) Krematorium II. W tym miejscu Rudolf pobrał próbki gruzu. W przeciwieństwie do komór dezynfekcyjnych, nie ma tutaj niebieskich pigmentów na ścianach i suficie.

Image9

Ilustracja 4: Fotografia wnętrza pomieszczenia do dezynfekcji znajdującego się w północno-zachodniej części budynku BW 5a w Auschwitz-Birkenau. Ściana wewnętrzna wraz ze swoim intensywnym niebieskim zabarwieniem, spowodowanym przez błękit pruski, jest widoczna w tle.

Image10

Ilustracja 5: Zewnętrzna ściana pomieszczenia do dezynfekcji w budynku BW 5b jest intensywnie zabarwiona na niebiesko, co jest efektem stosowania cyjanowodoru w procedurze odwszawiania. Z upływem czasu cyjanek przeniknął przez ściany i wchodząc w reakcję ze związkami żelaza utworzył pigment, który jest doskonale widoczny nawet po 50 latach zmiennych warunków atmosferycznych.

Image11

Ilustracja 6: Nawet obecnie zewnętrzna ściana pomieszczenia do dezynfekcji w budynku BW 5b jest w niektórych miejscach niebieska. Pięćdziesiąt lat surowych warunków atmosferycznych nie miało żadnego wpływu na pigment.

Za: artykulyaryjskie.wordpress.com/2015/08/17/germar-rudolf-krotka-historia-ekspertyz-kryminalistycznych-w-auschwitz


Germar Rudolf Summer 1991Germar Rudolf – ur. 29 października 1964 roku w Limburg an der Lahn niemiecki chemik, doktorant, znany z pracy naukowej nad zagadnieniami Holokaustu.

Rudolf studiował chemię w latach 1983-1989 na Uniwersytecie w Bonn. Ukończył studia z największym wyróżnieniem summa cum laude i uzyskał tytuł dyplomowanego chemika (Dipl.-Chem.). W latach 1989-1990 odbył służbę wojskową w niemieckich siłach powietrznych. Podczas pisania pracy doktorskiej pracował w latach 1990-1993 jako chemik w renomowanym Instytucie Plancka w Stuttgarcie (Max-Planck-Institut für Festkörperforschung – ang. Max Planck Institute for Solid State Physics). W tym czasie zainteresował się opracowaniem znanym jako Raport Leuchtera (Leuchter Report), który ukazuje wyniki badań specjalisty od komór gazowych stosowanych w amerykańskich więzieniach, Freda Leuchtera, nad zagadnieniem masowego uśmiercania ludzi w obozach koncentracyjnych w Auschwitz, Birkenau i Majdanek. Widząc niedoskonałości stworzonego w 1988 roku Raportu Leuchtera, Rudolf zajął się zagadnieniem i opracował naukową interpretację, którą opublikował w styczniu 1992 roku pod tytułem: “Techniczny Raport dotyczący tworzenia się i możliwości detekcji związków cyjanowych w “komorach gazowych w Auschwitz””. Publikacja ta znana jest jako Raport Rudolfa. Stała się ona podwaliną do kilkusetstronicowej książki Dissecting the Holocaust (Dyssekcja, szczegółowa analiza Holokaustu).

Pomimo wystawienia przez promotora pracy doktorskiej doskonałej oceny, Uniwersytet w Stuttgarcie wycofał w 1993 roku stypendium, co spowodowało niedopuszczenie do obrony pracy doktorskiej. Pod naciskiem środowiska żydowskiego, Rudolf został również wydalony z pracy w Instytucie Plancka.

W latach 1993-1995 policja niemiecka przeprowadziła kilka rewizji mieszkania Rudolfa. W dwóch przypadkach rodzina Rudolfa została wyrzucona z zajmowanego mieszkania, za każdym razem w czasie, gdy żona Rudolfa była w ciąży. Małżeństwo Rudolfa nie wytrzymało próby i rozpadło się.

W 1994 roku sąd w Stuttgarcie skazał Rudolfa na karę 14 miesięcy więzienia, 30 tysięcy marek, zakazał rozprowadzania wydawanych przez Rudolfa publikacji i rozporządził spalenie wszystkich kopii Raportu Rudolfa. Określił go również jako “antysemitę, fanatycznie oddanego sprawie zaprzeczania Holokaustu”. Chcąc uniknąć odsiadywania wyroku jako więzień polityczny, Rudolf zbiegł w 1996 roku z Niemiec do Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, a później do Stanów Zjednoczonych.

W Stanach Zjednoczonych Rudolf rozwinął działalność założonego w Anglii wydawnictwa Castle Hill Publishers, które od 2003 do 2005 roku w formie drukowanej wydawało obszerny kwartalnik “Rewizjonista” (The Revisionist) (ISSN: 1542-376X).

Przebywając w Stanach Zjednoczonych, Rudolf ożenił się ponownie. Jako mąż obywatelki Stanów Zjednoczonych, wniósł 11 września 2004 roku w Chicago podanie o azyl polityczny. 19 października 2005 roku, podczas trwania procesu o azyl, Rudolf został aresztowany przez amerykańskie służby imigracyjne i 15 listopada 2005 roku deportowany do Niemiec. Aresztowany na lotnisku przez policję niemiecką, został osadzony w jednoosobowej celi w więzieniu w Badeni-Wirtembergii.

W międzyczasie, w roku 1996 oraz w roku 2004, Rudolf został zaocznie skazany przez sądy niemieckie, a wyrok sądu w Mannheim z sierpnia 2004 roku przejął całe bankowe konto Germara Rudolfa i jego wydawnictwa Castle Hill Publishers.

14 listopada 2006 przed sądem w Mannheim rozpoczął się proces przeciwko Germarowi Rudolfowi.

Germar Rudolf, 42-letni chemik niemiecki, został skazany w czwartek 15 marca 2007 r. przez sąd w Mannheim na 30 miesięcy pozbawienia wolności za “negowanie Holokaustu”. Rudolf, któremu pod naciskiem lobby żydowskiego nie przyznano azylu politycznego w Stanach Zjednoczonych i wydalono w zeszłym roku do Niemiec, znany jest jako twórca m.in. naukowego fizykochemicznego opracowania o zastosowaniu Cyklonu-B w obozie koncentracyjnym KL Auschwitz. W swoim opracowaniu Rudolf twierdzi, że nie ma żadnych śladów ani dowodów na użycie tego środka chemicznego do mordowania ludzi w pomieszczeniach pokazywanych jako komory gazowe obozu Auschwitz-Birkenau. Na początku rozprawy sądowej Rudolf powiedział, że prezentowany dzisiaj obraz Holokaustu jest “gigantycznym kłamstwem”.

Za: bibula.com


Witryna internetowa Germara Rudolfa: http://germarrudolf.com

Advertisements